Czasami chce się człowiek (i nie tylko) wziąć do roboty, zacisnąć pasa, ogarnąć się, wyprostować wszystkie macki w geście gotowości i „coś” wreszcie stworzyć. Problemy zaczynają się w chwilę potem…
No bo sami zobaczcie. Po pierwsze primo: impulsy koszmarnych snów zanikają i bez przerwy zakłócane są przez fale radiowe, komórkowe i echolokacyjne. Po drugie – wszelakie „papierowe” teksty źródłowe albo rozmiękają albo są zbyt grube do przeczytania, w dodatku jak się ma kilkaset metrów wzrostu i palce wielkości pni sekwoi trudno trochę przerzucać kartki. Po trzecie – to wszystko, niestety, działa też w drugą stronę. Coraz ciężej znaleźć jakieś wiarygodne publikacje o Nas i wszelkie dowody bliskiego kontaktu trzeciego stopnia: śmiertelnik-Przedwieczny są mniej więcej tak częste jak zjawisko pioruna kulistego.
Na szczęście idzie nowe! Jest straszne, szybkie i diabelnie użyteczne. A imię jego – Cthuugle. Tak, tak, nie przesłyszeliście się. Jest to przerażająca, wypaczona, ohydna i obrazoburcza kopia ładnego i grzecznego Google’a, która potrafi z szybkością, rzeczonego już pioruna kulistego, wyszukać wszystkich potrzebnych informacji na temat naszej podwodnej nacji.
Tak więc kontakt nam się poprawi, życie (i powolna, uśpiona stagnacja) zmodernizuje, a wszystko po to aby Przedwieczny Naród rósł w siłę a ludzie (i hybrydy) żyli dostatnio.
Cthuugle krzepi!



