Wiem, że lubicie nowości i gadżety. Nowy model komórki, która nawiguję, wiąże krawat i wyprowadza pas na spacer lub kombinezon narciarski rodem z Arrakis z komorami na płyny ustrojowe to spełnienie waszych marzeń. Ale nie znacie jeszcze najnowszych trendów w sztucę zbierania trofeów, gdzie dzieje się dużo i szybko.
Wyliniały, szklanooki jelonek czy stara skóra niedźwiedzia z łbem i otwartą paszczą to relikty przeszłości rodem z lamusa a wypchane tygrysy są zdecydowanie pase. Oto przed wami postmodernistyczne, psychodeliczne trofeum. Istna rewolucja w domu i zagrodzie – macka wychodząca wprost z waszej ściany!
Nie muszę wyjaśniać, dlaczego popieram tę modę. Macki to po nietoperzowych skrzydłach, moja duma i chluba. Dbam o nie, rozciągam i gimnastykuję, najlepiej do tego służą wraki starych okrętów oraz nieświadome zagrożenia grupki beztroskich nurków… mmm… No ale rozmarzyłem się. Wracajmy do meritum.
Macki ścienne możecie kupić za jedyne 1100 dolarów od pana, który reklamuje je ochoczo TUTAJ. Ten fachowiec zdradza niestety wszystkie tajniki ich wykonania co psuje troszkę zabawę i odbiera gadżetowi odrobinę magii i tajemnicy.
Mnie najbardziej do gustu przypadła wersja błękitna.
Tak więc, kup pan mackę.
Następny będzie pewnie łeb Dagona jako przycisk do papieru.
Może zainteresują Cię również:





