Po ponad dwumiesięcznej przerwie postanowiłem zagłębić się z powrotem w lekturę creme de la creme opowiadań ojczulka Lovecrafta zebranych w zbiorze „Opowieści o makabrze i koszmarze”. Choć poprzedni wątek umieszczony został w dniu 8 listopada zeszłego roku, mam nadzieję, że nie trzymałem nikogo w zbyt długiej niepewności oraz, że niczyja cierpliwość nie została wystawiona na próbę.
Jako wstępniak daje niewtajemniczonym w temat linka do wpisu poprzedniego, czyli odsłony pierwszej i od razu przechodzę do recenzji kolejnych pięciu opowiadań zbiorku.
- Srebrny klucz – opowiadanie napisane w roku 1926 i należące do tzw. Dreamlands series, czyli cyklu onirycznego, opowiadającego o wizjach nieznanych krain i lądów. Najwidoczniej znalazło się tutaj przez pomyłkę, ponieważ nijak ma się ono do treści całego zbioru nie mówiąc już o okładce. Jest to zdecydowanie najsłabsze opowiadanie, pełne niejasności, chaotycznej fabuły i nudy czającej się prawie w każdej linijce. W dodatku nie ma w nim żadnych elementów grozy o makabrze koszmarze nie wspominając. „Srebrny klucz” jest miniaturką otwierającą trylogię opowiadań o Randolphie Carterze, w której skład wchodzą również „Przez bramy srebrnego klucza” oraz „Zeznania Randolpha Cartera”, których na szczęście w niniejszym zbiorze brak.
- Muzyka Ericha Zanna - Napisane w grudniu 1921 opowiadanie, opisujące przygodę narratora w Paryżu na tajemniczej ulicy Rue d’Auseil, od razu odniosło spektakularny sukces. Do dziś uważane jest za jedno z najlepszych opowiadań Lovecrafta. Nastrój tajemniczości i grozy, który mistrzowsko spotęgowany jest z linijki na linijkę to prawdziwy wyczyn literacki Samotnika z Providence, który moim zdaniem prześcignął tu nawet wielkiego E. A. Poe’go. Tytułowy Erich Zann, czyli tajemniczy niemy skrzypek, to postać, która na stałe zapisała się na kartach historii literatury i której tragiczne losy były inspiracją dla późniejszych twórców. Zdecydowanie podnosi poprzeczkę zbiorku i „zmywa” posmak po nieudanym „Srebrnym kluczu”
- Zew Cthulhu – Napisane na przełomie Sierpnia i września 1926 roku sztandarowe dzieło mistrza. O tym kanonicznym dziele, które rozsławiło autora oraz niżej podpisanego w sumie nie powinienem pisać zbyt wiele. Jest to klasyka gatunku, najlepsze opowiadanie Lovecrafta oraz pierwsze w historii opowiadanie, które posiada wszystkie cechy i elementy długiej powieści grozy. Umiejętnie dawkowana groza, liczne, powiązane ze sobą historie i wątki fabularne oraz spektakularny finał „Zewu Cthulhu” to chyba najbardziej rozpoznawalne cechy tego małego dzieła. Jedyny mały minus za nietrafione sportretowanie mnie na końcu, ale muszę wybaczyć, bo sukces i splendor „Zewu…” zdecydowanie poprawił mi humor. Gdyby nie to opowiadanie nie byłoby mnie tu z wami….
- Koszmar w Dunwich – Napisane w sierpniu 1928, drugie po „Zewie Cthulhu”, moje ulubione opowiadanie Samotnika z Providence. Napisane w zupełnie innym, niespotykanym do tej pory, stylu mistrza. Przypomina późniejsze powieści grozy pisane przez Strauba i Kinga. Narracja jest tu jednoliniowa, brak fragmentów kronik i odniesień do listów i prasowych wycinków. Historia zdeprawowanego Wilbura Whitley’a to majstersztyk w każdym calu a im dalej czytamy, tym „Koszmar…” bardziej nas wciąga i nie możemy się od niego oderwać. Doskonałe jest tu też zakończenie, które aż do ostatniej linijki trzyma czytelnika w niepewności. Duże brawa za pomysł a jeszcze większe za wykonanie. Po przeczytaniu warto pooglądać obrazki, jakimi zilustrował to opowiadanie rysownik komiksów, John Couldhart (patrz antologia komiksów „The mammoth book of horror comics”).
- Szepczący w ciemności – Jedno z najdłuższych opowiadań Lovecrafta, napisane w pierwszym kwartale 1930. Najbardziej znane „kosmiczne” opowiadanie mistrza, nawiązujące do kraboidalnych istot z planety Yuggoth oraz opowiadające tragiczne losy prof. Akeley’a. W „Szepczącym…” widać wyraźnie obawy autora związane z nowoczesnymi technologiami, industrializacją oraz osiągnięciami współczesnej mu medycyny. Jest to opowiadanie grozy napisane w stylu bliższym S-f niż horrorom, ale należy ono do najbardziej kanonicznych dzieł Lovecrafta. Co ciekawie pojawiają się w nim liczne odniesienia do „Mitologii Cthulhu” w stylu Shubb-Niggurath czy Nyarlathotepa.
Na dziś to tyle, nie pozostaje mi nic innego jak dopisek c.d.n…
Mam nadzieję, że tym razem pójdzie mi szybciej i nie będę trzymał was w zbyt długiej niepewności. W kolejnej, finałowej odsłonie ostatnie sześć opowiadań zbioru wśród których m.in. „Kolor z przestworzy”
Może zainteresują Cię również:





{ 1 trackback }