Mitologia opisująca mnie i moich kolegów „po fachu” stanowi istny worek bez dna. Kopie kopii prześcigają plagiaty a nawiązania idą łeb w łeb z inspiracjami prawie prześcigając peleton, czyli pierwotne dzieła naszego twórcy - H. P. Lovecrafta.
Na listę powyższych można wpisać zbiorek „Obserwatorzy spoza czasu” , wydany przez wydawnictwo Zysk i S-ka, w którym jednak nie znajdziemy nowych, „lovecraftowatych” pomysłów młodych twórców lecz prawdziwe perełki – dzieła niedokończone, autorstwa samego mistrza z Providence. I tu pojawiają się schody. Wielkie, strome i w dodatku śliskie. Ciekawym pomysłem, który zyskałby może rzeszę zwolenników byłoby wydanie poucinanych opowiadań do których czytelnicy, wedle uznania, podopisywaliby zakończenia na własną modłę. Tak się niestety nie stało.
August Derleth, wieloletni korespondencyjny przyjaciel Lovecrafta, wpadł na wspaniałomyślny pomysł dokończenia opowiadań mistrza i przez wiele lat (aż do swojej śmierci) w trudzie i mozole porządkował schedę mistrza. Efektem jego pracy stał się niniejszy zbiór pełen, niestety, miernych opowiadań.
Tak naprawdę tytuł powinien brzmieć „Pole minowe” ponieważ książka pełna jest niewypałów i opowiadań wręcz bezsensownych. Panowie, korespondując przez lata, najwidoczniej źle się zrozumieli. Jedynymi ciekawym i wartymi uwagi opowiadaniami są tutaj:
- „Glina z Innsmouth” – losy szalonego rzeźbiarza zakochanego we własnym, potwornym dziele
- „Przodek” – de-ewolucja szalonego naukowca rodem z filmu „Odmienne stany świadomości”
- „Dziedzictwo Peabodych” – satanistyczny horror pełen krwawych obrzędów
Ogólnie jednak jestem na nie i aż macki mi cierpną na myśl podobnych kontynuacji niedokończonego. Lepiej zostawić coś w spokoju niech sobie śpi i czeka w ciemności, zupełnie tak jak niżej podpisany…
Brak podobnych wpisów



